LUDZIE

Praktyki pielęgniarskie – nie zgubmy człowieczeństwa

med2

Nie uwierzyłabym gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę studiować kierunek, którym otwarcie i bez skrupułów pogardzałam. W mojej lekarskiej, sterylnie poukładanej wizji świata pielęgniarka to zadufana, gruba baba chcąca dorosnąć do pięt lekarzom, przy czym ich starania same w sobie są zjawiskiem ciekawym. Po moich doświadczeniach ze szpitalami i godzinami oczekiwań w kolejce w miejskim ośrodku zdrowia stwierdziłam, że są to kobiety, które zamiast pomagać pacjentom w rzeczywistości zostały zesłane po to, aby uprzykrzyć życie chorym i poprowadzić ich sprawnie i szybko w kierunku obrządku pogrzebowego.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie dzisiaj gdy uświadomiłam sobie, że minęły już dwa semestry nauki zwieńczone praktykami zawodowymi. To był czas przeżyty na grubej petardzie – lała się zarówno krew oraz pot i łzy. Całkowicie przewartościowałam swoje myślenie zarówno o pielęgniarkach jak i o lekarzach. Z tej okazji spotkaliśmy się wraz z równoległą grupą na seminarium, podczas którego mieliśmy okazję stanąć w prawdzie i rozliczyć się ze wszystkich zdarzeń, emocji i własnej wiedzy. Z samokrytyką nie każdy jest za pan brat, jednak starałam się podejść do tematu tak, aby wyjść z sali z czystym sumieniem. Podczas słuchania swoich kolegów nasunęło się kilka wniosków.

 

ZA KAŻDYMI DRZWIAMI CZEKA CZŁOWIEK

Emocje po przekroczeniu drzwi sali, do której zostałam przydzielona były jak zderzenie Titanica z górą lodową zwieńczona kąpielą w lodowatej wodzie. Wchodzisz i widzisz, że leży przed Tobą osoba przywiązana pasami do łóżka po to, aby nie pozrywała z siebie wszystkich rurek i kabli. Cholera i co dalej? OPIEKUJ SIĘ NIM! Ale jak? PRZECIEŻ CAŁY ROK UCZYŁEŚ SIĘ JAK TO ROBIĆ! A prawda jest niestety okrutna jak sfrustrowani ludzie dręczący bezbronne zwierzęta. Owszem, uczyliśmy się w pracowni jak zajmować się pacjentem, ale robiliśmy to na swoich pełnosprawnych kolegach lub bezwładnych, plastikowych fantomach, a tu mamy do czynienia z żywymi ludźmi, często ważącymi 350 lub w całkiem odmiennych przypadkach 130 kilogramów. Istnieje wachlarz różnych chorób połączonych ze sobą w najdziwniejsze zestawy. Łapiąc za klamkę sali chorych nie wiemy tak naprawdę kogo spotkamy po drugiej stronie. Nie wiemy też jaka jest historia tej osoby i w jakim stopniu odnajdziemy płaszczyznę porozumienia, ale pewne jest, że musimy wejść tam tak, jakbyśmy wykonywali swoją pracę od stuleci i nic nie jest w stanie nas poruszyć.

med

TRAKTUJ PACJENTA TAK, JAK SAM CHCIAŁBYŚ BYĆ
TRAKTOWANY

Tę zasadę rozumieją wszyscy, z którymi chociaż raz personel medyczny nie obszedł się tak jak powinien. To trochę tak jak z księżmi. Kiedy jeden na kazaniu powie, że jeśli zrobiłeś to i siamto to niestety nieuchronnie czeka Cię podróż w jedną stronę do kotła z wrzącą lawą to na drugi raz zwyczajnie wyłączysz się podczas kazania lub potraktujesz tamtą feralną wizytę w kościele jako ostatnią. Wiesz, że jeśli już raz doświadczyłeś nieprzyjemnej sytuacji ze strony pielęgniarki lub lekarza to choćbyś spotkał tuzin profesjonalistów o ludzkich twarzach nic nie jest w stanie skasować raz doświadczonej traumy.

ISTNIEJĄ DOBRZY I ŹLI LUDZIE

Tak, jak mamy niedouczonych mechaników samochodowych, wredne kasjerki i nachalnych konsultantów telekomunikacyjnych. Dlatego po tej ziemi chodzą nieprofesjonalni lekarze i pielęgniarki z lekceważącą postawą. Być może byli kiedyś pełni empatii ale zobaczyli, że warunki panujące w naszym kraju niespecjalnie sprzyjają zachowaniu ludzkiej twarzy. I jak za sprawą eksperymentów szalonego doktora Frankensteina zamieniali się w cyborgi wykłócające się z pacjentami o swoje racje. Niebezpiecznie jest wrzucać wszystkich do jednego wora i zapomnieć całkowicie o ludziach wykonujących swoją pracę zgodnie z powołaniem.
Chwała im za to.

med3

 

PIERWSZY PACJENT, KTÓRY ZMARŁ NA ZAWSZE ZAPADNIE W PAMIĘĆ

Wszyscy mamy lęki, które opadają na nas jak gęsta, lepka mgła. Trzeciego dnia nawet nie wpadniesz na sensowny pomysł co zrobić z pacjentem, który mówi, że się boi. W działaniach pielęgniarskich stanowiących niejako zbór drogowskazów wypisane jest, że mamy zapewnić bezpieczeństwo, towarzyszyć i uspokajać. Wszystkie te rzeczy wypełniłam i dałabym sobie rękę uciąć, że kolejnego dnia będę zajmować się innym pacjentem ale znajdę chwilę na tego jednego, który się bał. Doskonale znałam jego uczucia. Dolegliwości bólowe i dyskomfort fizyczny są niczym w porównaniu z paraliżującym strachem o noc i poranek następnego dnia. Wychodząc z sali rzuciłam wesołe Do zobaczenia Panie R.!. Następnego dnia czekało już na mnie puste łóżko.Teraz mogę jedynie mieć nadzieję, że tam gdzie się udał jest mu lepiej. Bez pampersa, wszystkich cewników i rurek.

Click to comment

Most Popular

Hej! vel eum iure reprehenderit qui in ea voluptate velit esse quam nihil molestiae consequatur, vel illum qui dolorem?

Temporibus autem quibusdam et aut officiis debitis aut rerum necessitatibus saepe eveniet.

Copyright © 2015 The Mag Theme. Theme by MVP Themes, powered by Wordpress.

To Top